Refleksja o gniewie, granicach i pracy z częściami w modelu Internal Family Systems (IFS).
Przez wiele lat obserwowałem, jak bardzo nasza żywotność jest związana z relacją, jaką mamy z gniewem.
Im bardziej jesteśmy od niego odcięci, tym mniej czujemy siebie. Tracimy energię, kontakt z własnymi potrzebami, granicami i wewnętrzną siłą. Z drugiej strony gniew, który przejmuje nad nami kontrolę, może niszczyć relacje i prowadzić do cierpienia zarówno nas samych, jak i naszych bliskich.
Dziś patrzę na niego inaczej niż kiedyś. Nie widzę już w nim problemu, którego trzeba się pozbyć. Widzę w nim ważną informację i energię od jednej z moich części, która próbuje o coś zadbać.
O czym chce nam powiedzieć gniew?
Każda emocja niesie jakąś informację zwrotną. Gdy pojawia się smutek, lęk czy radość, zwykle łatwiej nam dostrzec, że coś próbują nam przekazać. Z gniewem bywa trudniej, ponieważ przez lata nadano mu złą reputację.
Większość ludzi kojarzy gniew z wybuchem, agresją lub utratą kontroli. Tymczasem to tylko jego najbardziej intensywna forma.
Gniew zaczyna się dużo wcześniej.
Pojawia się często jako subtelny sygnał, że jakaś nasza granica została przekroczona. Że nie słuchamy własnych potrzeb. Że zgadzamy się na coś, co nie jest dla nas dobre. Że jakaś część nas mówi „nie”, a my próbujemy tego nie słyszeć.
Jeżeli reagujemy na te pierwsze sygnały, gniew staje się naszym sprzymierzeńcem. Pomaga nam stawiać granice, wyrażać potrzeby i dbać o siebie w sposób spokojny i konstruktywny.
Problem zaczyna się wtedy, gdy ignorujemy go przez długi czas.
Dlaczego niektórzy ludzie nie mają dostępu do gniewu?
W swojej pracy często spotykam osoby, które mówią:
„Ja się nie złoszczę”.
Zwykle nie oznacza to, że gniewu nie ma.
Częściej oznacza, że ktoś nauczył się od niego odcinać.
Jeżeli w dzieciństwie byliśmy karani za wyrażanie złości, zawstydzani lub słyszeliśmy, że „nie wolno się złościć”, mogliśmy nauczyć się wypierać tę emocję. W modelu IFS powiedzielibyśmy, że pojawiły się części ochronne, które uznały gniew za coś niebezpiecznego.
Takie części często próbują być grzeczne, spokojne, dostosowane lub nadmiernie wyrozumiałe dla innych.
Problem polega na tym, że tłumiony gniew nie znika.
Często zamienia się w smutek, poczucie bezsilności, napięcia w ciele lub stany depresyjne. Energia, która naturalnie chciała pomóc nam zadbać o siebie, zostaje skierowana przeciwko nam.
Gdy gniew staje się nie do zatrzymania
Spotykam również osoby, które doświadczają przeciwnej sytuacji.
Gniew pojawia się tak intensywnie, że trudno go zatrzymać. Po wybuchu często przychodzi poczucie winy, wstyd i myśl: „Co jest ze mną nie tak?”.
Z perspektywy IFS zwykle nie pytamy wtedy: „Jak pozbyć się tej części?”.
Pytamy raczej:
„Przed czym ona próbuje chronić?”
Bardzo często pod silnym gniewem znajdują się bardziej wrażliwe części niosące ból, odrzucenie, bezsilność lub doświadczenie wielokrotnego przekraczania granic.
Taka część nauczyła się walczyć, ponieważ kiedyś nikt nie stanął w jej obronie.
Im mniej ją rozumiemy, tym bardziej krzyczy.
Im bardziej jesteśmy gotowi jej wysłuchać, tym mniej musi walczyć o uwagę.
Zdrowa relacja z gniewem
Zdrowa relacja z gniewem nie polega ani na tłumieniu go, ani na wyrzucaniu go na innych.
Polega na nauczeniu się słuchania go.
Pomaga w tym kontakt z ciałem, ponieważ ciało zwykle jako pierwsze pokazuje, że coś się w nas dzieje. Napięcie szczęki, spięty brzuch, przyspieszony oddech czy ucisk w klatce piersiowej często pojawiają się wcześniej niż świadoma myśl.
Im szybciej zauważymy sygnały płynące z ciała, tym łatwiej będzie nam odpowiedzieć na potrzeby, które stoją za emocją.
Bardzo pomocna jest również nauka asertywności, stawiania granic oraz rozwijanie umiejętności komunikowania tego, co czujemy i czego potrzebujemy.
W pracy terapeutycznej i podczas sesji IFS często odkrywamy, że pod gniewem znajduje się coś bardzo cennego. Nie tylko ból, ale również siła, odwaga i zdolność do chronienia tego, co dla nas ważne.
Coraz bardziej widzę, że gniew nie jest przeciwieństwem miłości.
Zdrowy gniew pomaga miłość chronić.
To właśnie dzięki niemu potrafimy powiedzieć „nie”, gdy ktoś przekracza nasze granice. Dzięki niemu możemy odchodzić od tego, co nam nie służy, i wybierać życie bardziej zgodne ze sobą.
Kiedy przestajemy bać się gniewu i zaczynamy budować z nim relację, odzyskujemy dostęp do ogromnej ilości energii życiowej.
Dla mnie jest to jedna z najważniejszych lekcji pracy z własnym wnętrzem.
Nie chodzi o to, żeby pozbyć się gniewu.
Chodzi o to, żeby nauczyć się słuchać części, która niesie jego energię i zrozumieć, czego tak naprawdę próbuje dla nas dopilnować.
Wtedy gniew przestaje być wrogiem.
Staje się sprzymierzeńcem.

