„Choćbym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się tylko dźwięczącą miedzią lub hałaśliwym cymbałem…”
Wielu z nas zna ten cytat na pamięć. Ja również znałem go od dawna. A jednak przez wiele lat żyłem z poczuciem pustki i wewnętrznego braku.
Dopiero z czasem zacząłem rozumieć, że ta pustka nie była mną. Dziś patrzę na swoją drogę również przez pryzmat modelu Internal Family Systems (IFS), który pomógł mi zobaczyć, że w naszym wnętrzu żyją różne części – każda z własną historią, potrzebami i sposobami radzenia sobie z życiem.
Moja droga do odnalezienia miłości w sobie zaczęła się od przyjrzenia się relacjom rodzinnym. Z czasem odkrywałem, że niektóre moje części niosły ciężary, które nie należały do mnie. Inne próbowały radzić sobie najlepiej, jak potrafiły – przejmując odpowiedzialność, kontrolując lub dostosowując się do oczekiwań.
Przywracanie porządku w moim wewnętrznym świecie zaczęło się między innymi od odnalezienia nowego miejsca dla relacji z ojcem oraz stopniowego wychodzenia z ról, które nie były naprawdę moje. Był to proces, który trwał latami.
Miłość do siebie
Drugim ważnym etapem było otwieranie się na miłość do samego siebie.
Dla mnie oznaczało to zgodę na czucie. Na wrażliwość. Na zauważanie własnych potrzeb i traktowanie ich poważnie. Oznaczało również stawianie granic wtedy, gdy były potrzebne.
Z czasem zacząłem słuchać sygnałów płynących z ciała i rozpoznawać, które moje części potrzebują uwagi, wsparcia lub odpoczynku. Coraz częściej mogłem być przy nich z życzliwością zamiast z oceną.
Szczególnie ważne było odbudowywanie relacji z tymi częściami mnie, które nosiły smutek, lęk, ból, ale także spontaniczność, radość i twórczą energię. Przez długi czas niektóre z nich pozostawały w ukryciu. Dziś mają coraz więcej przestrzeni, by być widziane i słyszane.
Jednym z najcenniejszych doświadczeń jest dla mnie poczucie żywej obecności w sercu. Kiedy kieruję tam uwagę, odnajduję ciepło, spokój i kontakt ze sobą. Budowanie tej relacji zajęło mi wiele lat, ale było warte każdego kroku.
Jak IFS pomaga odbudować relację ze sobą?
Byłem w różnych bliskich relacjach i często pojawiał się we mnie głód jeszcze większej bliskości albo lęk przed jej utratą.
Dziś patrzę na to inaczej. Widzę, że były we mnie części, które bardzo potrzebowały kontaktu, bezpieczeństwa i bycia ważnym dla drugiego człowieka. Kiedy nie czuły się zaopiekowane, pojawiał się niepokój.
Z perspektywy IFS nie próbuję już pozbywać się tych części ani ich naprawiać. Staram się je poznawać, słuchać i rozumieć ich intencje. Odkryłem, że nawet te części, które przynoszą cierpienie, zwykle próbują nas przed czymś chronić.
Z czasem nauczyłem się odnajdywać bliskość również w relacji z samym sobą. Kiedy zatrzymuję się i kieruję uwagę do swojego wnętrza, odkrywam przestrzeń spokoju i obecności, która nie zależy od tego, czy ktoś jest obok.
To zmieniło sposób, w jaki przeżywam relacje. Jest w nich więcej wolności, a mniej lęku.
Wiem, jak ważny jest ten temat. Poczucie osamotnienia i pustki w sercu dotyka wielu ludzi.
Co mi pomogło?
Przede wszystkim autentyczne, uzdrawiające relacje.
To dzięki nim zaczęła wracać wiara, że mogę być sobą. Że nie muszę ukrywać części siebie za maskami ani nieustannie dostosowywać się do oczekiwań innych.
Zaczęło się od relacji terapeutycznych. Później uczyłem się budować prawdziwe przyjaźnie i coraz głębszą relację z samym sobą.
Dziś wiem, że fundamentem bliskości są autentyczność, szczerość i gotowość do pokazywania swojej prawdy osobom, które potrafią przyjąć ją z szacunkiem.
Najwięcej czasu zajęło mi budowanie relacji z własnym światem wewnętrznym. Spotykałem tam przekonania wyniesione z dzieciństwa, ochronne strategie, które kiedyś pomagały przetrwać, oraz części niosące wstyd, lęk i poczucie odrzucenia.
Zrozumiałem, że żadna z tych części nie była moim problemem. Każda próbowała mi w jakiś sposób pomóc.
Co uzdrawia tę relację?
Obecność. Troska. Cierpliwość.
Kiedy zatrzymuję się przy swoich najbardziej wrażliwych częściach z ciekawością i współczuciem, zaczynają czuć się bezpieczniej. Nie muszą już ukrywać się ani walczyć o uwagę.
Gdy słucham swojego wewnętrznego świata i daję sobie zgodę na przeżywanie tego, co się we mnie pojawia, życie płynie spokojniej. Jest w nim więcej harmonii, lekkości i poczucia bycia sobą.
Te najbardziej żywe części mnie kochają marzyć, tworzyć, doświadczać i wyrażać siebie. Najbardziej potrzebują jednak przestrzeni, w której nie muszą nosić żadnych masek.
Narzędzia, które mi pomogły
Praca terapeutyczna, warsztaty, ustawienia systemowe, wizualizacje, praca z ciałem i oddechem, medycyna roślin oraz pielęgnowanie pasji, które podtrzymują wewnętrzny ogień.
Ta droga wciąż trwa. Nie postrzegam jej już jako naprawiania siebie, lecz jako coraz głębsze poznawanie i obejmowanie wszystkich części, które mnie tworzą.
Jeśli chcesz głębiej poznać swoje części i odbudować wspierającą relację ze sobą, zapraszam na warsztaty oraz indywidualne sesje terapii IFS. To przestrzeń, w której możemy wspólnie przyjrzeć się temu, co dzieje się w Twoim wewnętrznym świecie, i wesprzeć części, które najbardziej potrzebują uwagi, zrozumienia i troski.
