W podejściu IFS (Internal Family Systems), stworzonym przez Richarda Schwartza, jednym z najważniejszych pojęć jest SELF – nasze wewnętrzne, naturalne centrum. To nie jest kolejna część osobowości. To coś głębszego – stan obecności, z którego możemy prowadzić swoje życie.
IFS zakłada, że nasza psychika składa się z wielu części. W codziennym życiu możemy rozpoznać w sobie na przykład wewnętrznego krytyka, perfekcjonistę, część, która się boi, albo taką, która za wszelką cenę chce mieć kontrolę. Same w sobie nie są one problemem. Wręcz przeciwnie – każda z nich powstała po to, żeby nas chronić. Trudność zaczyna się wtedy, gdy to właśnie one przejmują ster i zaczynają kierować naszym zachowaniem. W takich momentach tracimy kontakt z SELF i zaczynamy działać bardziej z poziomu nawykowych reakcji niż świadomego wyboru.
Czym jest SELF w terapii IFS?
SELF można rozpoznać nie tyle po tym, co myślimy, ale po jakości doświadczenia. Gdy jesteśmy z nim w kontakcie, pojawia się więcej spokoju, ciekawości i klarowności. Jesteśmy bardziej obecni, mniej reaktywni, a nasze decyzje stają się bardziej świadome. Potrafimy jednocześnie czuć emocje i nie być przez nie całkowicie zalani.
Richard Schwartz opisuje SELF poprzez takie jakości jak spokój, ciekawość, współczucie, odwaga, kreatywność, połączenie z innymi czy zaufanie do siebie. Nie są to cechy, które trzeba w sobie wypracować. Są raczej czymś naturalnym, co zaczyna się odsłaniać, gdy nasze części nie muszą już nieustannie walczyć o kontrolę, bezpieczeństwo czy uznanie.
Dla mnie SELF jest czymś bardzo bliskim temu, co wiele tradycji rozwojowych nazywa obecnością, sercem albo wewnętrzną mądrością. To miejsce w nas, które nie musi niczego udowadniać, nikogo kontrolować ani przed niczym uciekać. Po prostu jest.
Jak tracimy kontakt z SELF?
Wystarczy spojrzeć na zwykłe sytuacje z życia, żeby zobaczyć, jak łatwo ten kontakt tracimy. Ktoś mówi coś, co dotyka czułego miejsca, i zanim zdążymy się zorientować, reagujemy złością albo wycofaniem. Innym razem jedna część chce odpocząć, a druga natychmiast odpowiada: „nie ma czasu, trzeba działać”. Bywa też tak, że chcemy powiedzieć „nie”, ale jakaś część boi się odrzucenia i zgadzamy się na coś wbrew sobie.
To właśnie sytuacje, w których prowadzenie przejmują części.
Kiedy SELF nie jest obecny, nasz wewnętrzny system zaczyna działać w sposób bardziej napięty i spolaryzowany. Jedne części próbują wszystko kontrolować, inne unikają kontaktu z emocjami, jeszcze inne reagują impulsywnie. Z zewnątrz może to wyglądać jak brak konsekwencji albo chaos, ale z perspektywy IFS jest to raczej próba poradzenia sobie z życiem bez dostępu do własnego wewnętrznego przywództwa.
Gdy ten dostęp wraca, zmienia się jakość całego doświadczenia. Nie dlatego, że nagle znikają trudności czy trudne emocje. Różnica polega na tym, że przestajemy być przez nie porywani. Pojawia się przestrzeń pomiędzy bodźcem a reakcją. Możemy zauważyć, co dzieje się w środku i odpowiedzieć w sposób bardziej świadomy.
Jak wracać do kontaktu z SELF?
Jednym z najprostszych kroków jest zauważenie, że to, co przeżywamy, jest częścią nas, ale nie całością tego, kim jesteśmy.
To jedna z najbardziej uwalniających perspektyw, jakie daje terapia IFS.
Zamiast powiedzieć: „jestem beznadziejny”, możemy zauważyć: „jakaś część mnie uważa, że jestem beznadziejny”. Zamiast mówić: „jestem lękiem”, możemy dostrzec, że istnieje w nas część, która bardzo się boi.
Ta zmiana wydaje się subtelna, ale w praktyce jest ogromna. Tworzy przestrzeń między nami a naszym doświadczeniem. A gdy pojawia się przestrzeń, może pojawić się również ciekawość. Zaczynamy pytać: „co ta część próbuje mi powiedzieć?”, „przed czym chce mnie chronić?”, „czego potrzebuje?”.
To właśnie ciekawość jest jednym z najbardziej charakterystycznych przejawów SELF.
Pomocne bywa również zatrzymywanie się na krótkie momenty w ciągu dnia. Kilkadziesiąt sekund, żeby zauważyć oddech, napięcie w ciele, emocje czy natłok myśli. Nie po to, żeby coś naprawiać, ale żeby na chwilę wrócić do kontaktu ze sobą. Z mojego doświadczenia to właśnie w takich prostych momentach zaczyna pojawiać się coś głębszego niż automatyczne reakcje i codzienny pośpiech.
Problem w tym, że współczesne życie rzadko sprzyja takiemu zatrzymaniu. Funkcjonujemy szybko, jesteśmy otoczeni ogromną ilością bodźców, a nasze nawykowe strategie działania są stale wzmacniane przez środowisko. Dlatego sama wiedza o SELF często nie wystarcza. Możemy przeczytać książkę, wysłuchać podcastu czy ukończyć szkolenie, a mimo to nadal funkcjonować głównie z poziomu części. Potrzebne jest doświadczenie, które pozwoli nam naprawdę poczuć, czym jest wewnętrzne przywództwo.
Gdy cisza pozwala usłyszeć siebie
Czasem dopiero zmiana otoczenia pozwala naprawdę się zatrzymać i usłyszeć siebie wyraźniej. Miejsca, w których jest mniej rozproszeń, a więcej ciszy, potrafią działać jak katalizator kontaktu ze sobą. Dla wielu osób takim doświadczeniem są podróże, szczególnie te, które łączą pracę wewnętrzną z naturą.
Dla mnie takim szczególnym miejscem o niemal alchemicznej sile jest Sahara.
Pustynia w naturalny sposób ogranicza wszystko to, co zwykle odciąga nas od siebie. Nie ma nadmiaru bodźców, nie ma ciągłego „robienia”, nie ma możliwości zagłuszenia siebie kolejnymi zadaniami. Zostaje przestrzeń, a w niej to, co naprawdę jest w środku.
Wielokrotnie obserwowałem, jak już po kilku dniach marszu przez pustynię ludzie zaczynają słyszeć siebie inaczej. Zwalniają. Zaczynają czuć więcej. Łatwiej dostrzegają swoje części i ich historie. Dla wielu osób to właśnie w takich warunkach po raz pierwszy pojawia się wyraźne doświadczenie SELF – głębokiej obecności, spokoju i kontaktu ze sobą niezależnie od tego, co dzieje się wokół.
SELF, części i codzienne życie
IFS nie zachęca do tego, żeby pozbywać się swoich części ani z nimi walczyć. Wręcz przeciwnie – zakłada, że wszystkie mają swoją rolę i sens. Kluczowe jest jednak to, kto nimi kieruje.
Kiedy za sterem stoi SELF, zaczyna to być widoczne w bardzo konkretnych momentach życia. W pracy może oznaczać to, że zamiast reagować napięciem na trudnego klienta czy presję czasu, potrafimy zatrzymać się i odpowiedzieć spokojniej. W relacjach częściej pojawia się pytanie: „co właśnie zostało we mnie poruszone?” zamiast automatycznej obrony, ataku czy wycofania. Łatwiej jest mówić o swoich uczuciach i potrzebach bez obwiniania innych. Pojawia się więcej szczerości, ale mniej reaktywności.
Zmienia się również relacja z samym sobą. Słabnie presja nieustannego poprawiania siebie. Mniej jest wewnętrznej walki, a więcej życzliwości i zaufania. Nie oznacza to braku trudności. Oznacza inną jakość przeżywania – bardziej stabilną, spokojną i opartą na wewnętrznym oparciu.
Gdy pojawia się dostęp do SELF, nasz wewnętrzny system zaczyna się naturalnie porządkować. A życie – zamiast być ciągłą reakcją – staje się coraz bardziej świadomym wyborem.
To właśnie wzmacnialiśmy podczas warsztatów na Saharze. Po trzech dniach wędrówki dawnymi szlakami karawan solnych, pośród ciszy, piasku i ogromnej przestrzeni, docieraliśmy do obozu położonego między wielkimi wydmami. Tam odbywały się warsztaty poświęcone spotykaniu swoich części i pogłębianiu kontaktu z SELF.
Dla wielu uczestników była to nie tylko podróż przez pustynię. Była to również podróż do miejsca w sobie, które od dawna czekało, by zostać usłyszane.
Magiczna wędrówka, którą pamięta się przez całe życie.
