Dar od koni – spotkanie siły i wrażliwości w duchu IFS

Na naszym ostatnim wyjeździe w Bieszczady pracowaliśmy z tematem odpuszczania i głębokiej akceptacji. Było w tym coś wyjątkowego. To był jeden z tych wyjazdów, które przerastają oczekiwania i zostają w człowieku na długo po powrocie do domu. Coś ważnego wydarzało się nie tylko podczas warsztatów, ale również pomiędzy nimi – w kontakcie z naturą, ciszą i końmi.

Magia miejsca była zachwycająca. Konie przez swoją siłę i moc obecności, a jednocześnie ogromną wrażliwość i żywotność poruszały w nas coś bardzo głęboko. Dla wielu uczestników było to tak intensywne doświadczenie, że konie pojawiały się później również w snach. Nie dlatego, że rozmawialiśmy o nich bez przerwy, ale dlatego, że uruchamiały w nas miejsca, które na co dzień często pozostają uśpione.

Obecność, której uczą konie

Spotkanie z koniem jest szczególnym rodzajem relacji. Gdy jedziesz na nim na oklep, czujesz ciepło jego ciała, ruch mięśni i energię płynącą przez całe jego ciało. Kiedy nagle przechodzi do kłusa lub galopu, nie możesz pozostać obserwatorem. Twoje ciało natychmiast włącza się w ten ruch. Stajesz się częścią jego dynamiki, jego skupienia, jego czujności.

Relacja z koniem nie odbywa się głównie przez słowa. Odbywa się przez ciało, obecność i wzajemne wyczuwanie siebie. Gdy koń nadstawia uszu, zatrzymuje się, przyspiesza albo szuka kontaktu, zaczynamy słuchać nie tylko jego, ale również siebie. Nasza uwaga naturalnie schodzi z głowy do ciała.

Gdy jedziesz konno, świat zawęża się do bycia tu i teraz. Nie masz innej możliwości. Potrzeba utrzymania równowagi, kontakt z oddechem, uważność na otoczenie i nieustanne dostrajanie się do konia sprawiają, że umysł stopniowo cichnie. Pojawia się obecność. Dla wielu osób jest to jeden z niewielu momentów w życiu, kiedy naprawdę są tylko w tym, co dzieje się teraz.

Patrząc dziś na to doświadczenie przez pryzmat IFS, widzę, że konie pomagają nam wracać do jakości SELF – tej części nas, która jest spokojna, obecna, ciekawa i nie musi niczego udowadniać. W obecności koni wiele naszych części obronnych na chwilę odpuszcza. Możemy po prostu być.

Siła, która nie potrzebuje twardości

Każdy, kto choć raz siedział na koniu, wie, jak ogromną siłą dysponuje to zwierzę. Czujemy ją szczególnie wtedy, gdy koń przechodzi do galopu. W takich momentach budzi się również coś w nas.

Nie jest to agresja ani potrzeba dominacji. Bardziej przypomina kontakt z żywotnością. Z energią życia, która płynie przez ciało. Z odwagą, sprawczością i gotowością do działania. To uczucie trudno opisać słowami. Serce bije mocniej, ciało wypełnia energia, a człowiek przypomina sobie, jak dobrze jest żyć pełną piersią.

W języku IFS moglibyśmy powiedzieć, że koń pomaga nam spotkać te części, które noszą w sobie naturalną siłę, ale z różnych powodów zostały schowane lub stłumione. Czasami przez lęk. Czasami przez wcześniejsze doświadczenia. Czasami dlatego, że nauczyliśmy się, że bezpieczniej jest nie zajmować swojego miejsca i nie pokazywać swojej mocy.

Konie przypominają nam, że siła nie musi oznaczać twardości. Można być mocnym i jednocześnie pozostać w kontakcie ze swoim sercem. Można być stanowczym bez agresji. Można czuć swoją moc bez potrzeby dominowania nad innymi.

To właśnie jest jeden z największych darów, jakie otrzymujemy od koni.

Wrażliwość, która jest odwagą

Drugim darem jest kontakt z delikatnością.

Konie są niezwykle relacyjne. Potrafią być ciekawskie, czułe i bardzo uważne na sygnały płynące z otoczenia. Gdy podchodzą blisko, dotykają człowieka pyskiem, szukają kontaktu lub spokojnie stoją obok, przypominają nam o czymś bardzo podstawowym – o potrzebie bliskości, więzi i bycia widzianym takim, jakim naprawdę jesteśmy.

W pracy metodą IFS często spotykamy części, które przez lata nauczyły się chronić swoją wrażliwość. Ukrywać ją. Nie pokazywać łez. Nie pokazywać smutku. Nie pokazywać potrzeby bliskości. Nauczyły się być dzielne, samowystarczalne albo twarde, bo kiedyś wydawało się to konieczne.

Tymczasem konie przypominają nam coś zupełnie innego. Pokazują, że prawdziwa siła i prawdziwa wrażliwość nie wykluczają się nawzajem. Wręcz przeciwnie. Jedna potrzebuje drugiej. Im bardziej pozwalam sobie czuć, tym bardziej jestem żywy. Im bardziej jestem w kontakcie ze swoim sercem, tym mniej energii muszę wkładać w udawanie kogoś, kim nie jestem.

Patrząc na konie, często miałem poczucie, że one niczego nie ukrywają. Są dokładnie tym, czym są. I być może właśnie dlatego tak bardzo nas poruszają.

Integracja siły i wrażliwości

Mam poczucie, że właśnie o tym był ten warsztat. Nie tylko o koniach. Nie tylko o naturze. Był o spotkaniu dwóch jakości, które wielu z nas przez lata próbowało rozdzielać.

Siły i kruchości.

Mocy i delikatności.

Odwagi i otwartego serca.

W IFS często mówimy o SELF – miejscu w nas, które potrafi objąć wszystkie części bez walki i oceniania. To właśnie z tego miejsca możemy pozwolić sobie być jednocześnie silni i wrażliwi. Możemy przestać udowadniać swoją wartość i po prostu być sobą.

Coraz bardziej widzę, że prawdziwa dojrzałość nie polega na nieodczuwaniu bólu. Nie polega na ciągłym kontrolowaniu siebie. Nie polega na udowadnianiu swojej siły światu. Polega na tym, że potrafimy pozostać autentyczni. Potrafimy czuć. Potrafimy być blisko siebie i innych ludzi. Potrafimy stanąć w swojej mocy bez odcinania serca.

Być może właśnie taki jest największy dar, jaki otrzymujemy od koni. Przypominają nam o czymś, co od zawsze było w nas obecne. O naszej naturalnej sile. O naszej naturalnej wrażliwości.

A kiedy te dwie jakości spotykają się w jednym miejscu, pojawia się coś bardzo cennego – poczucie, że naprawdę jesteśmy sobą.

Krzysztof Ruba

Towarzyszę ludziom w odkrywaniu ich wewnętrznego świata – jako prowadzący sesję terapii IFS, praktyk pracy z ciałem i wsparcie po głębszym spotkaniu ze sobą.